Witajcie Kochani,
Utknęłam na chwilę, zawiesiłam się pomiędzy zakatarzoną zimą a budzącą się wiosną.
Próba zamknięcia tego zimowego rozdziału zakończona ostatecznie powodzeniem, choróbska przepędzone, liczę, że na dłuuuugo.
Ulubiony, ukochany syrop z kwiatów czarodziejskiego krzewu,
mojego ukochanego czarnego bzu wypity do ostatniej kropli. Czy pomógł? Tak.
Polecam Wam, cudowny smak i naprawdę cudowne działanie.
Już niebawem, jak tylko pojawią się te drobniutkie, białe kwiatuszki napiszę Wam
jak przyrządzić ten magiczny syrop.
Tymczasem... w.i.o.s.n.a
"W rytm melodii jakiejś sennej
Kołyszą się stare drzewa,
Płynie falą dech wiosenny,
W sercu puka coś, coś śpiewa - -"
Tadeusz Boy-Żeleński
U mnie wiosennie ale trochę sennie,
Conieco ostatnio dłubałam, ale o tym w kolejnym, bardziej Wielkanocnym poście.
Powstała niedawno mała różowa chmurka dla Małej, różowej księżniczki.
Ten kształt jest taki dziecinny, taki delikatny.
Krople deszczyku mieszają się z ostatnimi płatkami śniegu...
Ot, taka chmurka...
Przedstawiam również Kalanchoe w puszce, w zielonym ubranku.
Rękaw oczywiście starej bluzki posłużył jako garderoba dla zwykłej puszki po kukurydzy.
Lubię takie projekty, szybka realizacja, ciekawa kompozycja a ubranko ma swój urok.
a na koniec mała zapowiedź kolejnego, bardziej wielkanocnego posta.
Zapraszam i bardzo dziękuję za każdy komentarz, za Waszą obecność.
Martita